Łokieć tenisisty- czyli mam psa, ale co ma piernik do wiatraka

gończy polski

Czyli dzisiaj tak trochę z innej beczki. O moim psie już kiedyś było, suka rasy gończy polski dla niewtajemniczonych. Przyznaję poległam, wybrałam psa nad którym nie do końca panuję i który łatwym nie jest. Urok te rasy polega na niesamowitej urodzie, która i mnie zwiodła. Przyznaję i biję się w piersi urok tych niesamowicie pięknych spojrzeń może każdego zwieść. Natomiast jest to pies pracujący bo jego przeznaczeniem jest być psem na dziki. W skrócie, u nas jest to pies domowy niesamowicie kochający ludzi z dostępem do ogródka, gdzie każdy znajomy uważa ją za przesłodkiego ciapciaka a na spacerze zamienia się w prawdziwą bestię do zabijania stworów wszelkiej maści które ludźmi nie są. I mam sobie w domu takiego Mr Jecyll i Mr Hyda gdzie w domu peace and love a na zewnątrz kill and destroy. ok, łatwo nie jest ale idzie się przyzwyczaić. Piesa ma już 5 lat a ja cały czas jak wychodzę z nią na spacer to słyszę komentarze od przechodniów ” ale super szczeniak”, wtedy odpowiadam w zależności od nastroju grobowym albo uśmiechniętym głosem tak – 5 letni szczeniak. Ponieważ rasa należy do rasy wielkościowo średniej wszyscy myślą że to szczeniak jakiejś dużej rasy – np dobermana. I tak spaceruję sobie po okolicznych lasach licząc na to, że nikogo s psem nie spotkam i spacer będzie należał do udanych. Raz jeden udało mi się tarzać z nią w liściach i wyciągać jej kły z tyłka bokserki równie zaciekle z niej walczącej. Na spokojny medytacyjny spacer takich ekscesów nie polecam. Ale każdy ma swój ból , nie narzekam, w domu jest to kochany ciapciak, ona wszystkich kocha, wszyscy ją kochają i jest ok. Psich behawiorystów od razu informuje, że pies jest po traumatycznym pogryzieniu przez innego psa na spacerze w parku jak był małym szczeniakiem i stąd takie agresywne reakcje. Ogólnie psu jest dobrze z nami a nam z psem, ale ponieważ pies ma olbrzymi instynkt łowiecki i ciągnie na spacerze jak wściekły dzik to dostałam pięknego schorzenia pod nazwą łokieć tenisisty :-) wszystko super, ale ja nigdy w tenisa nie grałam. A ręka tak bolała że kubka z herbatą nie byłam w stanie podnieść. Oczywiście poszłam do ortopedy, oczywiście dostałam leki przeciwzapalne, które spowodowały tylko to, że na całym ciele wysypało mi jakąś cholerną wysypkę nie chcecie wiedzieć gdzie co i jak, a łokieć dalej bolał tak ja bolał. Na szczęście dostałam kontakt do super fizykoterapeuty, od którego dostałam zestaw ćwiczeń, po których wykonywaniu kilku dni cały ból mi przeszedł. Do tego jestem na diecie bezpszennej i nic a nic ręka mnie nie boli. Jak pisałam we wcześniejszym poście – poszłam na pizze i na drugi dzień obudziłam się z nawrotem łokcia tenisisty- z silnym bólem. Staram się trzymać diety, jak ręka pobolewa to zrobić ćwiczenie od fizykoterapeuty – i jak na razie żadnych leków udaje mi się nie łykać, czego i Wam życzę.

Zdrówka!

One thought on “Łokieć tenisisty- czyli mam psa, ale co ma piernik do wiatraka”

  1. Me. P pisze:

    A wygląda na takiego słodziaka…hmmmmmmm .., To jest fajne mieć psa ktory Cię wita w domu po całym dniu, cieszy się.Kiedy po ciężkiej nocy usiadzie przed Toba i patrząc w oczy bez słów powie…. You Are so Beautiful….

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>