Pierogi ze szpinakiem, rukolą i serem feta z nasionami chia

pierogi

Będąc w markecie i robiąc zakupy wpadła mi w ręce paczka szpinaku typu baby. Ogólnie szpinak najczęściej ląduje w moim zielonym koktajlu, albo jako sos szpinakowy do makaronu. Ta ostatnia wersja jest jednym z ulubionych dań mojej córy. Tak, tak, moje dziecię od zawsze lubiło szpinak. Tyle, że zawsze musiał być dobrze przyprawiony w asyście dużej ilości czosnku i odrobiną serka śmietankowego. Zwykle stronię od dań tak czasochłonnych jak pierogi, ale tym razem chęć na dobre pierogi zwyciężyła nad lenistwem i zabrałam się za robienie. Poczułam się jak serialowa Solejukowa :) Wy też możecie się pobawić w Solejukową

Ciasto:

300g mąki pszennej

30g masła

łyżeczka soli

200 ml gorącej wody

Mąkę i sól przesypujemy do miski, a do szklanki wlewamy wrząca wodę i wkładamy do niej masło. Mieszamy do momentu kiedy masło się nam już w tej wodzie rozpuści i wlewamy do mąki mieszając łyżką. Kiedy nam się już jako tako składniki połączą zakasujemy rękawy i zabieramy się do wyrabiania ciasta. Jest to czynność bardzo przyjemna, gdyż ciasto jest ciepłe i właściwie nie klei się do rąk. Wyrabiamy kilka minut, zawijamy kulę i kładziemy pod ściereczką, żeby odpoczęło, a w tym czasie przygotowujemy farsz.

Farsz:

Paczka szpinaku świeżego

Pół paczki rukoli

1 cebula

łyżka masła klarowanego

2 ząbki czosnku

Opakowanie sera feta

2 łyżki nasion Chia czyli szałwii hiszpańskiej (opcjonalnie)

Cebule kroimy w kosteczkę i szklimy na głębokiej patelni, dodajemy szpinak, rukolę i podsmażamy razem z cebulą, aż będzie miękki. Odstawiamy do przestudzenia, po czym blendujemy. Dodajemy ser feta, sól i pieprz do smaku i wszystko razem mieszamy na gładką masę.

Ciasto dzielimy na 4 części i rozwałkowujemy na cienkie placuszki. Jeżeli chcemy mieć małe pierożki wycinamy szklanką, jeżeli większe to kubkiem. Najpierw wycinałam szklanką, ale doszłam do wniosku że będę je lepić „ruski miesiąc” więc przerzuciłam się na większy gabaryt. W wykrojone kółeczka nakładamy po łyżeczce farszu i zlepiamy brzegi. Gotujemy w dużym garnku w osolonej wodzie koło minuty od wypłynięcia i wykładamy na półmiski wysmarowane tłuszczem aby zapobiec ich zlepianiu.

Mi wyszło 50 pierogów, a przy okazji zostało trochę ciasta, z którego zrobiłam mojemu świetnego pieroga calzone z żółtym serem i salami smażąc go na patelni. Calzone jako efekt uboczny pierogów zrobił furorę, na pewno będzie się czasem z różnymi farszami pojawiał na naszym stole.

Smacznego

Smacznego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>