Psie szczęście, czyli o tym jak pojawienie się w życiu psa może wpłynąć na porzucenie wstrętnego nałogu

Psie szczęście

Tak naprawdę nigdy nie miałam psa, bo posiadanie przez krótki moment łajzy Atosa w typie foksika się chyba jednak tak bardzo nie liczy… Atos był łajzą i włóczęgą i powsinogą. Mimo, że został przez moich rodziców zaadoptowany, to chyba jednak nie doceniał domowego życia rodzinnego, uciekał kiedy tylko się dało, żarł ze śmietników mimo, że w domu stała pełna micha. Mimo wysiłków ze strony moich rodziców, aby psa udomowić, a to podrzucając kiełbasę z ostrą przyprawą do śmietnika (tata) a to latając po całym mieście (mama), bo ktoś znajomy zadzwonił, że widział naszego włóczęgę na głównej ulicy miasta, koniec końców kochany wszak Atos, zwiał pod Różanem na amen, podczas wyjazdu na Mazury i jakżem się już do niego bardzo przywiązała, zakończył moją kilkutygodniową przygodę z posiadaniem czworonoga. Różan jest dal mnie teraz miejscem sentymentalnym, gdzie zawsze jadąc na Mazury wyobrażam sobie, gęsto pozostawione potomstwo Atosa, równie łajzowate jakoż i tatuś.  Było więc krótko, ale z przygodami, zakończone tragicznie (jak dla dziecka) wiec się chyba tak bardzo nie liczy. Ale do rzeczy… po kilku (prawie) dziesięciu latach nie posiadania psa, oczywiście z powodów bycia extremalnie zajętą, zajętą takową być przestałam i zdecydowaliśmy się na psa. Biorąc pod uwagę dzieci, charakter, styl życia, oraz po przeanalizowaniu dziesiątek charakterów ras przeróżnych zdecydowaliśmy się na pieseła. Pojawiła się u nas cudna sunia rasy Gończy Polski – Tesla. Szczeniaczek zmienił nasze życie, niczym pojawienie się kolejnego dziecka. Niezwykła uroda psa wywołuje uśmiech na twarzach najsmutniejszych przechodniów, a psotno – figlarny charakter na twarzach domowników. Jako że Tesla, Teśka, Tekla jak jest zwana, była ostatnim dziecięciem z miotu, jadąc do hodowli mieliśmy tysiąc pytań do hodowcy, które pozostały bez odpowiedzi bo po prostu ich nie zadaliśmy. Po otwarciu boxu wytoczyła się kuleczka z wielkim brzuchem radośnie plącząc się od moich nóg do nóg „Połóweczki”. Już wtedy wiedzieliśmy, że jest „sprzedana” że jest „nasza” i podbiła nasze serca. Nasze poglądy co do tego co wolno psu, gdzie ma spać i jak się zachowywać, również uległy zrewidowaniu. Pies ma swoje posłanie, ale śpi z nami, swoje posłanie wykorzystuje jedynie do składowania zrabowanych butów. Psoci, rabuje, ale nic nie zniszczyła, ciumka i ślini sobie jeno buty nasze im bardziej śmierdzące i stare tym lepsze. Rozpycha się w łóżku i robi wszystko to co mówiliśmy sobie, że robić nie będzie. Ale jej miłość do nas i nasza  miłość do niej jest bezwarunkowa.  I teraz konkluzja. Ja jako niereformowany stary ogryzacz paznokci, robiący sobie do korpo – pracy śliczne tipsy naturalne imitujące paznokcie nagle i niespodziewanie przestałam ogryzać paznokcie. Żadne baty, zakazy, nakazy, gorzkie paluszki nie były w stanie mnie powstrzymać od tego nałogu. Gryzłam i miałam wszystko gdzieś. Pojawił się „pieseł” i nagle się okazało, ze nie ogryzam, mam paznokcie, mogę sobie je pomalować i moje ręce zaczynają wyglądać. Mój „Połowiec” twierdzi, że to „pieseł” był tym brakującym elementem w moim życiu, i szczerze mówiąc po efektach – zaczynam w to wierzyć.

A to zdjęcie z dnia przywiezienia psa do domu

piesel

 

Wam również takiej psiej miłości życząc !

Najlepszego.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>